|
GOŚĆ LATAJZNAMI.PL - MAREK SŁAWATYNIEC, DYREKTOR GENERALNY AVIAREPS W POLSCE |
| Niedziela, 15 Lutego 2009 | LATAJZNAMI.PL.: Jaki będzie rok 2009 dla rynku lotniczego?
MAREK SŁAWATYNIEC, DYREKTOR GENERALNY AVIAREPS W POLSCE: Nie będzie dobrze. Choćby ostatnia decyzja SAS o wycofaniu lotów z Warszawy i Krakowa do Oslo, to jest to jeden z sygnałów, że jest ciężko. Znam dane "bookingowe" dotyczące Niemiec i nie są one najlepsze, a nawet powiem, że są bardzo złe. Polska tego na pewno tak nie odczuje jak Niemcy, choćby z tego powodu, że Polacy są większymi optymistami niż Niemcy, ale przewozy lotnicze w tym roku będą niższe niż w roku ubiegłym. To są informacje od przedstawicieli wielu dużych linii lotniczych.
L.: Czy w tym roku wielu przewoźników wycofa się z polskiego rynku?
M.S.: Wycofać to się raczej nie wycofają, bo dokonali już pewnych inwestycji w Polsce. Raczej będzie to polegało na ograniczeniu liczby rejsów, bądź kierunków. Na pewno nie dojdzie do takiej sytuacji, że na przykład Ryanair, całkowicie wycofa się z Polski. To jest nieprawdopodobne. Sprawy zaszły już za daleko, by irlandzki przewoźnik coś takiego zrobił. Część linii już ograniczyła rejsy bądź w ogóle przestała latać. Duzi przewoźnicy, którzy mają solidne podstawy finansowe przetrwająten kryzys. Chodzi o takie linie jak: Norwegian, Ryanair czy easyJet. Z pewnością dojdzie w nich do restrukturyzacji, bo już w tej chwili wpływy są niższe niż wcześniej i trudniej jest namówić pasażerów do latania, ale oni są w stanie rok czy dwa przetrwać nawet w takiej trudnej sytuacji gospodarczej.
L.: Czy zmienią się kierunki do których będziemy latać z Polski, np. na południe Europy? A może nadal będą to głównie destynacje na Wyspach Brytyjskich?
M.S.: Coś w tym jest, że coraz mniej jest lotów do Wielkiej Brytanii. Na pewno stała się ona mniej atrakcyjna dla Polaków pod względem zarobkowym. A warto pamiętać, że do tej pory większość ruchu na Wyspy to były podróże za pracą. Po drugie - jeśli nawet ludzie tam nadal pracują, to zaczynają się zastanawiać czy przylecą do Polski dwa razy w roku czy może raz. I to powoduje, że popyt na loty jest mniejszy. Jest też kwestia kursu złotówki do funta. To wszystko wpływa na ograniczenie połączeń. Zresztą liczba lotów na Wyspy była i tak mocno przesadzona. Jeśli chodzi o inne kierunki, to jest to też kwestia konkurencji. Weźmy na przykład trasę Warszawa-Oslo. Latało tam dwóch przewoźników - Norwegian i SAS. Okazało się, że przetrwał Norwegian bo miał niższe koszty. SAS doszedł do wniosku, że nie będzie dokładał do lotów i postanowił robić coś innego. Na pewno samoloty SAS zostaną przesunięte na inne trasy i być może w wakacje otwarte zostaną nowe połączenia.
L.: Czy zmniejszenie liczby połączeń może doprowadzić do tego, że niektóre lotniska w Polsce zostaną zamknięte? Tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele Ryanair'a.
M.S.: Nikt nie zamknie lotniska, ponieważ jest już pewna infrastruktura, coś istnieje i najwyżej jeśli przez rok czy dwa lata będzie trzeba do tego dokładać, to pewnie tak to się będzie odbywać. Ryanair zastosował tu pewnego rodzaju "straszaka", by wypracować sobie lepszą pozycję w ewentualnych negocjacjach. Szczególnie dotyczy to lotnisk uzależnionych od jednego przewoźnika, takich jak Bydgoszcz, Łódź czy Rzeszów. Polacy latają o wiele rzadziej niż obywatele Europy Zachodniej czyli po okresie kryzysu znowu zacznie wszystko rosnąć i takie lotnisko jak np. Łódź na pewno będzie się rozwijać. Łódź musi jednak walczyć z Warszawą niższymi cenami biletów. Jeśli to się uda to Lublinek przejmie część pasażerów ze stolicy. Warunek - musi być dobra oferta cenowa i dobry dojazd do lotniska. Już teraz obserwuje się, że ludzie pokonują coraz większe odległości, by dojechać do portu, który jest w stanie zaoferować im tańszy lot.
L.: Jakich nowych przewoźników spodziewa się Pan w najbliższym czasie w Polsce?
M.S.: Dobrze będzie jeśli zostaną ci, którzy już są. Na razie mało prawdopodobne jest by pojawił się jakiś przewoźnik oferujący połączenia długodystansowe. Przypominam, że panuje trudna sytuacja na rynku. Linie Emirates, które zapowiadały już wejście do Polski na razie nie pojawią się jednak w Warszawie. Myślę, że najwcześniej stanie się to w 2010 lub 2011 roku. Mogą się pojawić za to nowe połączenia na krótkich dystansach.
L.: Ile potrwa kryzys w branży lotniczej?
M.S.: Chciałbym to wiedzieć. Myślę, że będzie to więcej niż jeden rok.
L.: Czy należy liczyć się z bankructwami linii lotniczych?
M.S.: Część linii już zniknęła z rynku. Niektórzy przewoźnicy zawsze mieli kłopoty, zawsze byli na krawędzi rentowności. W obecnej sytuacji oni są pod taką presją, że mogą tego nie wytrzymać.
L.: A Polskie Linie Lotnicze LOT wytrzymają ten trudny okres?
M.S.: Mam nadzieję, że LOT się utrzyma i znajdzie swoje miejsce na rynku. Choćby na trasach do USA czy Europy Wschodniej. LOT musi się jednak liczyć z potężnym atakiem konkurencji w postaci tanich linii. LOT nie może próbować dublować Lufthansy. Nie będzie nigdy nawet "małą Luftanshą". Powinien szukać niszy gdzie nie będzie tak ostro atakowany. Szansą dla polskiego przewoźnika mogą być rynki na Ukrainie i Białorusi. Ukraina jest krajem, który będzie ciążył do Unii Europejskiej, a poza tym jest współorganizatorem z Polską Euro 2012.
L.: Największa porażka 2008 roku w branży lotniczej?
M.S.: Centralwings, że przestał praktycznie istnieć i zostanie wchłonięty przez LOT.
L.: A największy sukces?
M.S.: Sukcesem jest to, że liniom lotniczym udaje się wiązać koniec z końcem.
| PODZIEL SIĘ: | |